niedziela, 27 kwietnia 2014

Prolog

Obudziłam się. Delikatny podmuch porannego powietrza owiał moją twarz. Znowu zapomniałam zamknąć okno. Znów ten sam sen, ten o tym samym mężczyźnie. Czarne jak heban, aksamitne włosy, wyrzeźbiony tors, miękkie, słodkie jak truskawka usta i głębokie oczy, które opatulają długie rzęsy. Był nadzwyczajnie przystojny". Z rozmyślania o śnie wyrwał mnie budzik, wskazywał godzinę 6:00. Byłam jeszcze śpiąca, nie chciało mi się wychodzić z łóżka, wolałam przykryć się kołdrą i wrócić do spania. Po 5 minutach jakoś się przemogłam i w końcu wstałam, poszłam do łazienki by opłukać twarz zimną wodą żeby się rozbudzić, na szczęście pomogło. Poszłam do pokoju brata sprawdzić czy jeszcze śpi. Oczywiście tak jak myślałam mały leniuszek jeszcze spał w najlepsze, zawsze lubił dłużej pospać.
- Wstawaj! Wakacje się już skończyły, nie ma spania do 12. Dziś idziemy do szkoły! - zabierając mu kołdrę, krzyknęłam do brata tak że się przestraszył po czym się zaśmiałam.
- Dobra, dobra słyszałem, nie musisz krzyczeć...ani się śmiać. - powiedział przykrywając się kołdrą wciąż zamkniętymi oczami.
- Wracam za 30 minut, liczę że będziesz już gotowy - rzuciłam, zamykając drzwi. Wróciłam do łazienki uczesać, umyć się i umalować. Następnie poszłam do pokoju się ubrać, za oknem była śliczna pogoda oby dzień był równie piękny - pomyślałam. Nie mogę się doczekać kiedy zobaczę Jeremiego, nie widziałam go prawie całe wakacje podróżował z kolegami po Europie. Oliwia była na dwa tygodnie w Polsce razem ze mną i Mają. Ogółem wakacje były udane. Poszłam zobaczyć czy Daniel wstał, oczywiście dalej spał, więc postanowiłam wyrzucić go z łóżka na samą myśl o tym na mojej twarzy pojawił się złowieszczy uśmieszek. Mój plan poszedł w ruch, a brat znowu się przestraszył.
- Jesteś bardzo strachliwy - zaśmiałam się - a poza tym za 20 minut masz szkołę - oczywiście kłamałam do tego z uśmiechem na twarzy. Od razu gdy to usłyszał wstał na równe nogi i pośpiesznie spojrzał na zegarek.
- HaHa bardzo śmieszne mam jeszcze 40 minut, a nie 20.
- I tak nie zdążysz, za długo się grzebiesz - uśmiechnęłam się i wyszłam, i zeszłam na dół na śniadanie. Mama jeszcze spała nie chciałam jej budzić do pracy miała na 13, a poszła późno spać, moja mama pracowała w aptece jako farmaceutka. Tata jest w jakimś mieście w Anglii którego nazwy nie pamiętam, rozmawiam z nim raz na miesiąc,  a widuje dwa razy w roku.Tęsknie za nim, posmutniałam. Z powrotem na ziemie przywołał mnie Daniel, o dziwo się wyrobił na śniadanie.
- Co dziś na śniadanie ?
- A co sobie życzysz ? - zapytałam z uśmiechem
- Hmm... może kanapki z szynką.
- Już się robi Panie. - zaśmiałam się, dzień zapowiadał się świetnie oby dalej tak było, zrobiłam bratu kanapki. Chwilę potem zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę, a ty jedz bo się spóźnisz, za niedługo wychodzimy.- powiedziałam i ruszyłam w kierunku drzwi.
- Hej, kochana! - krzyknęły w tym samym czasie i rzuciły mi się na szyje.
- Widziałyśmy się wczoraj a wy już chcecie mnie udusić ? - zaśmiałam się - Gdzie masz Jera ? Nie mów że jeszcze nie wrócił. -  zapytałam przyjaciółkę, siostrę chłopaka, która zrobiła smutną minę.
- Tu jestem ! - z uśmiechem na twarzy z zza rogu wyskoczył mój chłopak.
- Och Ty kłamczucho! - walnęłam przyjaciółkę w ramię i rzuciłam się w ramiona mojego chłopaka i namiętnie pocałowałam.
- Tęskniłam
- Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo - tą tęskną ckliwą scenę przerwała Maja, tylko najbliżsi tak do niej mówili. Dla innych "Mei". Moja rodzina i rodzina dziewczyn była z Polski, ale nie chwaliłyśmy się tym i starałyśmy się nie wyróżniać.
- Chodźmy już bo się spóźnimy gołąbeczki.
- Momencik, tylko wezmę torbę - powiedziałam i szybko pobiegłam na górę po torbę z książkami. - Już jestem, możemy jechać
Po 10 minutach byliśmy w szkole. Daniel i Jer poszli pod swoje klasy, a my z dziewczynami pod swoją.
- Ostatni rok w tej szkole - powiedziała z uśmiechem Oliwia
- Taa.. - odpowiedziałam blondynce, wspominając pierwszą i drugą klasę. Tą lekcje miałyśmy razem, następną niestety osobno. Zadzwonił dzwonek na lekcje, która szybko minęła. Następna była matematyka, istna katorga . Przed salą siedział nowy chłopak o jasnych i ślicznie ułożonych włosach, był przystojny ale nie tak jak ten ze snu. Chyba zauważył że się mu przyglądam bo zaczął iść w moją stronę.
- Hej jestem Stefan Salvatore, nowy w mieście - na pierwszy rzut oka, wydawał się bardzo miły.
- Cześć ja jestem Wiktoria, Wiktoria Star, ale przyjaciele mówią mi Vic - uśmiechnęłam się i podałam mu rękę nowemu.
- Jak długo mieszkasz w Mystic Falls?- spytał, na co zrobiłam pytającą minę. - Masz inny akcent więc raczej nie jesteś stąd.
- Akcent, masz rację nie jestem stąd. Urodziłam się w Polce ale przyjechałam tu jak miałam 13 lat. Mieszka tu prawie cała moja rodzina i przyjaciele, ale to historia na dłuższą chwilę. Masz rodzeństwo?
- Tak brata, ma przyjechać za jakiś miesiąc, a ty?
- Też mam brata. Skoro niedawno przyjechałeś to może oprowadzić Cię po Mystic. - uśmiechnęłam się
-  Jeśli to nie kłopot, to bardzo chętnie się przejdę. Może dzisiaj o 15?
- Oki to pod jaki adres mam przyjść? - z uśmiechem dodałam
- Mieszkam w rezydencji rodziny Salvatore więc tam możesz po mnie przyjść.
- Okej  - po tym jak to powiedziałam zadzwonił dzwonek. Ta i kolejne lekcje minęły bardzo szybko. W domu byłam o 14, zjadłam obiad i ruszyłam w kierunku rezydencji. Byłam przed czasem jakieś 10 minut, więc zapukałam w drzwi.
- Hej jestem Zach, wujek Stefana, Ty zapewne jesteś Victoria? Stefan cały czas o Tobie mówił.
- Dzień dobry. Tak to ja. Naprawdę? Nie wydaje mi się żebym była, aż tak warta uwagi. - zaśmiałam się i weszłam do środka.
- Powiem mu że przyszłaś.
Wnętrze było piękne, i ten wielki salon. Musi tu być bardzo dużo pokoi.
- Jak tu pięknie - powiedziałam z uśmiechem
- Hej już jestem, możemy iść - nagle przedemną pojawił się Stefan, to było bardzo dziwne.
- Dowidzenia - powiedziałam i wyszliśmy. Szliśmy i cały czas się śmialiśmy,opowiedziałam mu trochę mojej historii i on swojej. Zachwycał się gdy opowiadałam mu o kulturze, miejscach, tradycjach, stylu Polskim. Bardzo dobrze czułam się w jego towarzystwie, i z pewnością opowiem o nim dziewczynom. Jer na szczęście nie był zazdrosny. Cały dzień szybko minął. Kładąc się sapć zamknęłam okno, na drzewie siedział czarny kruk, byłam śpiąca więc nie zwracałam na niego uwagi.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Prolog tak późno ale dlatego, że postanowiłam go rozwinąć. Liczę, że się podoba. Czekam na wasze uwagi, bo mogło raczej wyjść lepiej :)
Pozdrawiam Wiktoria ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz