- Wstawaj! Wakacje się już skończyły, nie ma spania do 12. Dziś idziemy do szkoły! - zabierając mu kołdrę, krzyknęłam do brata tak że się przestraszył po czym się zaśmiałam.
- Dobra, dobra słyszałem, nie musisz krzyczeć...ani się śmiać. - powiedział przykrywając się kołdrą wciąż zamkniętymi oczami.
- Wracam za 30 minut, liczę że będziesz już gotowy - rzuciłam, zamykając drzwi. Wróciłam do łazienki uczesać, umyć się i umalować. Następnie poszłam do pokoju się ubrać, za oknem była śliczna pogoda oby dzień był równie piękny - pomyślałam. Nie mogę się doczekać kiedy zobaczę Jeremiego, nie widziałam go prawie całe wakacje podróżował z kolegami po Europie. Oliwia była na dwa tygodnie w Polsce razem ze mną i Mają. Ogółem wakacje były udane. Poszłam zobaczyć czy Daniel wstał, oczywiście dalej spał, więc postanowiłam wyrzucić go z łóżka na samą myśl o tym na mojej twarzy pojawił się złowieszczy uśmieszek. Mój plan poszedł w ruch, a brat znowu się przestraszył.
- Jesteś bardzo strachliwy - zaśmiałam się - a poza tym za 20 minut masz szkołę - oczywiście kłamałam do tego z uśmiechem na twarzy. Od razu gdy to usłyszał wstał na równe nogi i pośpiesznie spojrzał na zegarek.
- HaHa bardzo śmieszne mam jeszcze 40 minut, a nie 20.
- I tak nie zdążysz, za długo się grzebiesz - uśmiechnęłam się i wyszłam, i zeszłam na dół na śniadanie. Mama jeszcze spała nie chciałam jej budzić do pracy miała na 13, a poszła późno spać, moja mama pracowała w aptece jako farmaceutka. Tata jest w jakimś mieście w Anglii którego nazwy nie pamiętam, rozmawiam z nim raz na miesiąc, a widuje dwa razy w roku.Tęsknie za nim, posmutniałam. Z powrotem na ziemie przywołał mnie Daniel, o dziwo się wyrobił na śniadanie.
- A co sobie życzysz ? - zapytałam z uśmiechem
- Hmm... może kanapki z szynką.
- Już się robi Panie. - zaśmiałam się, dzień zapowiadał się świetnie oby dalej tak było, zrobiłam bratu kanapki. Chwilę potem zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę, a ty jedz bo się spóźnisz, za niedługo wychodzimy.- powiedziałam i ruszyłam w kierunku drzwi.
- Hej, kochana! - krzyknęły w tym samym czasie i rzuciły mi się na szyje.
- Widziałyśmy się wczoraj a wy już chcecie mnie udusić ? - zaśmiałam się - Gdzie masz Jera ? Nie mów że jeszcze nie wrócił. - zapytałam przyjaciółkę, siostrę chłopaka, która zrobiła smutną minę.
- Tu jestem ! - z uśmiechem na twarzy z zza rogu wyskoczył mój chłopak.
- Och Ty kłamczucho! - walnęłam przyjaciółkę w ramię i rzuciłam się w ramiona mojego chłopaka i namiętnie pocałowałam.
- Tęskniłam
- Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo - tą tęskną ckliwą scenę przerwała Maja, tylko najbliżsi tak do niej mówili. Dla innych "Mei". Moja rodzina i rodzina dziewczyn była z Polski, ale nie chwaliłyśmy się tym i starałyśmy się nie wyróżniać.
- Chodźmy już bo się spóźnimy gołąbeczki.
- Momencik, tylko wezmę torbę - powiedziałam i szybko pobiegłam na górę po torbę z książkami. - Już jestem, możemy jechać
Po 10 minutach byliśmy w szkole. Daniel i Jer poszli pod swoje klasy, a my z dziewczynami pod swoją.
- Ostatni rok w tej szkole - powiedziała z uśmiechem Oliwia
- Taa.. - odpowiedziałam blondynce, wspominając pierwszą i drugą klasę. Tą lekcje miałyśmy razem, następną niestety osobno. Zadzwonił dzwonek na lekcje, która szybko minęła. Następna była matematyka, istna katorga . Przed salą siedział nowy chłopak o jasnych i ślicznie ułożonych włosach, był przystojny ale nie tak jak ten ze snu. Chyba zauważył że się mu przyglądam bo zaczął iść w moją stronę.
- Hej jestem Stefan Salvatore, nowy w mieście - na pierwszy rzut oka, wydawał się bardzo miły.
- Cześć ja jestem Wiktoria, Wiktoria Star, ale przyjaciele mówią mi Vic - uśmiechnęłam się i podałam mu rękę nowemu.
- Jak długo mieszkasz w Mystic Falls?- spytał, na co zrobiłam pytającą minę. - Masz inny akcent więc raczej nie jesteś stąd.
- Akcent, masz rację nie jestem stąd. Urodziłam się w Polce ale przyjechałam tu jak miałam 13 lat. Mieszka tu prawie cała moja rodzina i przyjaciele, ale to historia na dłuższą chwilę. Masz rodzeństwo?
- Tak brata, ma przyjechać za jakiś miesiąc, a ty?
- Też mam brata. Skoro niedawno przyjechałeś to może oprowadzić Cię po Mystic. - uśmiechnęłam się
- Jeśli to nie kłopot, to bardzo chętnie się przejdę. Może dzisiaj o 15?
- Oki to pod jaki adres mam przyjść? - z uśmiechem dodałam
- Mieszkam w rezydencji rodziny Salvatore więc tam możesz po mnie przyjść.
- Okej - po tym jak to powiedziałam zadzwonił dzwonek. Ta i kolejne lekcje minęły bardzo szybko. W domu byłam o 14, zjadłam obiad i ruszyłam w kierunku rezydencji. Byłam przed czasem jakieś 10 minut, więc zapukałam w drzwi.
- Hej jestem Zach, wujek Stefana, Ty zapewne jesteś Victoria? Stefan cały czas o Tobie mówił.
- Dzień dobry. Tak to ja. Naprawdę? Nie wydaje mi się żebym była, aż tak warta uwagi. - zaśmiałam się i weszłam do środka.
- Powiem mu że przyszłaś.
Wnętrze było piękne, i ten wielki salon. Musi tu być bardzo dużo pokoi.
- Jak tu pięknie - powiedziałam z uśmiechem
- Hej już jestem, możemy iść - nagle przedemną pojawił się Stefan, to było bardzo dziwne.
- Dowidzenia - powiedziałam i wyszliśmy. Szliśmy i cały czas się śmialiśmy,opowiedziałam mu trochę mojej historii i on swojej. Zachwycał się gdy opowiadałam mu o kulturze, miejscach, tradycjach, stylu Polskim. Bardzo dobrze czułam się w jego towarzystwie, i z pewnością opowiem o nim dziewczynom. Jer na szczęście nie był zazdrosny. Cały dzień szybko minął. Kładąc się sapć zamknęłam okno, na drzewie siedział czarny kruk, byłam śpiąca więc nie zwracałam na niego uwagi.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Prolog tak późno ale dlatego, że postanowiłam go rozwinąć. Liczę, że się podoba. Czekam na wasze uwagi, bo mogło raczej wyjść lepiej :)








