-Victoria, wstawaj jest już po 11:00 - powiedziała Mei szturchając moje ramię.
-Okej, ale jeszcze 5 minut - powiedziałam przykrywając się kołdrą.
-Jeremy tu zaraz przyjdzie wiesz ? - powiedziała blondynka.
-Że, co? Gdzie? Jak? - zerwałam się z łóżka jak poparzona, a dziewczyny tylko się śmiały. - No co ?
-Jeremy nie przychodzi to tylko pretekst żeby wyrwać Cię z łóżka - powiedziały przez śmiech, za co oberwały poduszką i wtedy to ja miałam ubaw. W końcu jednak postanowiłyśmy się ubrać i spotkać na śniadaniu. Pobiegłam do łazienki biorąc krótki prysznic i gotowa zbiegłam na dół. Była tam już Liv, a zbiegając ze schodów wpadła na mnie Mei . Jedząc śniadanie zorientowałam się, że nie niezbyt dobrze widzę. Pobiegłam do mojej torebki i wyciągnęłam z niej okulary. Nie planowałam nocki u Mei więc nie miałam ze sobą soczewek. Nie miałyśmy sprecyzowanego planu na bal, więc postanowiłyśmy wszystko ustalić. Poszłyśmy pod szkołę sprawdzić, czy wszystko przebiega zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami. Wszystko było w porządku, ale brakowało rąk do pracy, więc pomagałam do jakiej 13:10, bo musiałam jeszcze wpaść na chwilę do domu a potem biegusiem do Stefana. Dziewczyny jeszcze zostały, pożegnałam się z nimi i poszłam do domu. Weszłam do swojego pokoju w celu zamienienia moich okularów na soczewki i wzięcia kilku książek kucharskich.
-No ładnie puste pudełko - powiedziałam ze złością sama do siebie i zeszłam na dół do kuchni i otworzyłam szafkę z lekarstwami, bo tam zawsze miałam zapasowe pudełko. Lecz musiałam zapomnieć uzupełnić zapasy. Na stole leżały jakieś książki na nich karteczka:
"Pójdźcie do biblioteki oddać książki, bo przyszło zawiadomienie o oddanie ich, ja nie zdążyłam.
~Dziękuje kochani, całusy Mama."
Tak Danielowi się nie chciało odnieść książek to ja muszę, przez to się spóźnię. Właśnie gdzie ten mój brat się podziewa, dobra mniejsza mam jeszcze, ale tylko 40 minut. Wezmę samochód będzie szybciej wzięłam klucze, które leżały na szafce i zapakowałam wszytko co miałam wziąć. Najpierw pojechałam do okulistycznego po soczewki, na drzwiach czekała na mnie kolejna karteczka:
"Zamknięte z powodu awarii, otwarte będzie w poniedziałek. Za utrudnienia przepraszamy"
No nic trudno na imprezie będę wyglądała jak jakaś nienormalna w okularach. O 13:45 byłam w bibliotece. Na schodach rozmawiała pani Marry z jakąś inną panią
-Dzień dobry - przywitałam się i szłam dalej po schodach.
-Dzień dobry Victorio, dostałaś od nas specjalne zaproszenie?
-Tak - Trochę zdezorientowana odpowiedziałam, dopiero chwilę potem zrozumiałam, że chodzi o te zawiadomienie o oddanie książek.
- Chodź poczekasz z nami dzieci chowają piłeczki pingpongowe, pomożesz nam szukać.
-Tak - Trochę zdezorientowana odpowiedziałam, dopiero chwilę potem zrozumiałam, że chodzi o te zawiadomienie o oddanie książek.
- Chodź poczekasz z nami dzieci chowają piłeczki pingpongowe, pomożesz nam szukać.
-Dobrze - odpowiedziałam z uśmiechem. Zgodziłam się poczekać, chodź czas mnie gonił. Nagle przybiegł jakiś chłopczyk i powiedział:
-Proszę pani, proszę pani piłeczki są już schowane można już zacząc szukać.- Poszliśmy wszyscy w kierunku drzwi biblioteki dla dzieci. I dorośli i ja zaczęliśmy szukać piłeczek. Znalazłam tylko trzy jedną przy regale o książkach z wampirami, drugą przy tytułach książek na literę "D" a trzecią przy tytułach na literę "S". Fajne inicjały. Podeszłam do biurka, oddałam książki, podziękowałam za umilenie czasu i wyszłam. Była już jakaś 13:54, a ja jeszcze nie byłam w drodze do Stefana, a to nie kawałek drogi. Udało mi się zapukać do jego drzwi o równej 14, nawet nie wiem jak to zrobiłam, chyba złamałam wszystkie przepisy drogowe.
"Ding Dong" - rozległ się głośny dźwięk po tym jak nacisnęłam dzwonek do drzwi.
- Hej, to Ty wejdź, proszę - drzwi otworzył mi Stefan.
- Hej, jest Twój wujek?
- Nie wyszedł będzie później, więc możemy spokojnie zająć się planem "imprezy".- powiedział Stefan dodając nacisk na słowo impreza, uśmiechając się przy tym.
-Czeka mnie ciężki dzień, tak jak wczorajsza noc.
-No tak chodzi Ci o przygotowywania do balu "Dam Mystic Falls"?
-Trafiłeś w dziesiątkę. Dobra koniec gadania trzeba się wziąć za robotę, mam tu klika książek kucharskich. - powiedziałam uśmiechając się i pokazując trzymające w ręku książki.
-To w takim razie chodźmy do kuchni, a wogóle to fajne okularki.
-Dzięki, nie lubię ich wolę soczewki, w nich wyglądam lepiej, a w okularach wyglądam okropnie, ale to tylko moje zdanie.
-Oj tam, i tak i tak Ci ładnie. Wiesz ile osób będzie mniej więcej?
- Może 50 albo więcej. - W sumie to sama nie wiedziałam ile osób będzie, ale liczyłam, że będzie duża impreza. Ustaliliśmy ze Stefanem MENU, zrobiliśmy część przekąsek. Po 17-stej przyszły dziewczyny i dekorowaliśmy cały dom jestem mnóstwo pokoi. Mei przedstawiła swoje propozycje zabaw, wszystko zostało zatwierdzone. Zauważyłam, że co jakiś czas Mei i Stefan spoglądają na siebie. Po 21-stej pierwszej byłam w domu. Oczywiście zapomniałam się spytać mamy czy mogę w ogóle iść na tą imprezę, taka zabiegana w ostatnim czasie jestem. Uzyskałam zgodę mamy, co przewidywałam. Gdy miałam już iść spać moją uwagę przykuł czarny ptak za oknem, co dziwne wydawało mi się, że już go kiedyś widziałam. Próbowałam przepędzić ptaszysko, bo trochę zaczęło mnie przerażać. Poddając się, poszłam spać.
RANO-Proszę pani, proszę pani piłeczki są już schowane można już zacząc szukać.- Poszliśmy wszyscy w kierunku drzwi biblioteki dla dzieci. I dorośli i ja zaczęliśmy szukać piłeczek. Znalazłam tylko trzy jedną przy regale o książkach z wampirami, drugą przy tytułach książek na literę "D" a trzecią przy tytułach na literę "S". Fajne inicjały. Podeszłam do biurka, oddałam książki, podziękowałam za umilenie czasu i wyszłam. Była już jakaś 13:54, a ja jeszcze nie byłam w drodze do Stefana, a to nie kawałek drogi. Udało mi się zapukać do jego drzwi o równej 14, nawet nie wiem jak to zrobiłam, chyba złamałam wszystkie przepisy drogowe.
"Ding Dong" - rozległ się głośny dźwięk po tym jak nacisnęłam dzwonek do drzwi.
- Hej, to Ty wejdź, proszę - drzwi otworzył mi Stefan.
- Hej, jest Twój wujek?
- Nie wyszedł będzie później, więc możemy spokojnie zająć się planem "imprezy".- powiedział Stefan dodając nacisk na słowo impreza, uśmiechając się przy tym.
-Czeka mnie ciężki dzień, tak jak wczorajsza noc.
-No tak chodzi Ci o przygotowywania do balu "Dam Mystic Falls"?
-Trafiłeś w dziesiątkę. Dobra koniec gadania trzeba się wziąć za robotę, mam tu klika książek kucharskich. - powiedziałam uśmiechając się i pokazując trzymające w ręku książki.
-To w takim razie chodźmy do kuchni, a wogóle to fajne okularki.
-Dzięki, nie lubię ich wolę soczewki, w nich wyglądam lepiej, a w okularach wyglądam okropnie, ale to tylko moje zdanie.
-Oj tam, i tak i tak Ci ładnie. Wiesz ile osób będzie mniej więcej?
- Może 50 albo więcej. - W sumie to sama nie wiedziałam ile osób będzie, ale liczyłam, że będzie duża impreza. Ustaliliśmy ze Stefanem MENU, zrobiliśmy część przekąsek. Po 17-stej przyszły dziewczyny i dekorowaliśmy cały dom jestem mnóstwo pokoi. Mei przedstawiła swoje propozycje zabaw, wszystko zostało zatwierdzone. Zauważyłam, że co jakiś czas Mei i Stefan spoglądają na siebie. Po 21-stej pierwszej byłam w domu. Oczywiście zapomniałam się spytać mamy czy mogę w ogóle iść na tą imprezę, taka zabiegana w ostatnim czasie jestem. Uzyskałam zgodę mamy, co przewidywałam. Gdy miałam już iść spać moją uwagę przykuł czarny ptak za oknem, co dziwne wydawało mi się, że już go kiedyś widziałam. Próbowałam przepędzić ptaszysko, bo trochę zaczęło mnie przerażać. Poddając się, poszłam spać.
Kolejna spokojna noc to mi pasowało tylko trochę nie wyspana byłam a było po 9. Ubrałam się do kościoła, mama kazała nam tam chodzić na szczęście nie byłam sama, bo chodziłam tam co niedzielę z dziewczynami. Zeszłam na dół na śniadanie, po śniadaniu przyszły po mnie przyjaciółki. W połowie mszy wszedł do kościoła mężczyzna, nieziemsko przystojny. Nagle spojrzał się na mnie, kolana mi zmiękły, serce zaczęło szybciej bić. Nie mogłam się skupić przez całą mszę, ciągle myślałam o tym mężczyźnie, który stał na końcu sali. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, czyżbym się zakochała, ale to by było nie możliwe, przecież kocham Jeremiego. W drodze do Stefana, bo tam się miałyśmy zaraz udać, by sprawdzić czy wszystko jest gotowe na 100%. Mei chciała nam coś powiedzieć.
-Dziewczyny, chyba się zakochałam? - powiedziała niepewnie przyjaciółka
-Tak, a w kim? Czekaj niech zgadnę, w Stefanie Salvatore.
-Skąd wiedziałaś? - zapytała mnie trochę zaskoczona.
-Widziałam jak na niego zerkasz co chwilę, zresztą on na Ciebie też. Może coś z tego będzie. - powiedziałam z uśmiechem do przyjaciółki.
-Już słyszę weselne dzwony. - wtrąciła do rozmowy Olivia, na co wszystkie się zaśmiałyśmy. Rozmawiałyśmy o nim całą drogę, gdy dotarliśmy w końcu do jego drzwi. Wszystko było gotowe, była godzina 14:00, więc do imprezy była jeszcze godzina. Poszliśmy z dziewczynami do domu Mei się przebrać i umalować. Miałam na sobie chabrową sukienkę z jednym ramiączkiem, czarne koturny z kokardką do tego czarne kolczyki i szarą bransoletkę. Powieki pomalowałam czarnym cieniem z dodatkiem szarego, a paznokcie ombre od koloru granatowego po błękitny, wszystko podkreślała czerwona pomadka. Oliwia zaś miała na sobie różową sukienkę midi, czarne szpilki z różową podeszwą, kremowe kolczyki kokardki i srebrny naszyjnik w kształcie serca. Powieki miała w kolorze błękitno-niebieskim, usta pomalowane jasnoróżowym błyszczykiem, a paznokcie na jasnofioletowy. Maja wybrała czarną sukienkę ze srebrnymi akcentami, na której górze znajdowała się koronka. Na nogi założyła szpilki (jak zwykle), i użyła swojej szkarłatnej pomadki do ust. Potem ruszyłyśmy pod podany adres domu braci Salvatore. Zapukałyśmy kołatką w kształcie lwa, a po kilku momentach pojawił się Tyler, a Liv automatycznie się zarumieniła.
Machnęłam na to ręką i poszłam do środka, dając się porwać muzyce...
Chcąc zostawić tą słodką parkę, poszłam zobaczyć, gdzie ukrywał się Stefan. Z informacji gości wynikało, że jakaś brunetka o kręconych, czekoladowych włosach i oczach tego samego koloru wylała na niego piwo i poszedł zmienić koszulę, więc skierowałam się na górę w poszukiwaniu sypialni. W pewnej chwili Stefan wyszedł zza rogu zapinając guzik od koszuli, gdy poczułam woń cynamonowo-cytrynowych perfum i po chwili zataczania się poślizgnęłam się. Jednak nie zdążyłam upaść, ponieważ młody Salvatore w nienaturalnie szybkim tempie pojawił się obok i mnie złapał. Nasze twarze dzieliły właśnie centymetry, usta były lekko otwarte, ręce splecione, a oczy zapatrzone w głębi ich koloru. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale ktoś nam przerwał....